Wednesday, 23 May 2012

Spadek ciśnienia

Może to dlatego że w końcu mamy konkretny plan (in vitro tu w UK w listopadzie)
Może dlatego, że chwilowo mam dosyć ciągłych testów (na ostatniej wizycie pobrano ode mnie 12 probówek krwi! Czułam sie jak niehonorowy krwiodawca), wizyt w szpitalu, ściągania majtek przed każdą napotkaną osobą w białym kitlu (niedługo mi się pomyli i rozbiorę się przed aptekarzem!), monitorowania cyklu, sikania na rozmaite testy i stresu.
Może dlatego, że w końcu całkowicie pozbyłam się pohormonalnej depresji.
Moze dlatego że po kilku tygodniach deszczu i zimna w końcu wyszło słońce.
Może dlatego, że mój foto biznes zaczyna się powolutku kręcić. Zrobiłam już jedną płatną sesję a w kalendarzy mam następne dwie. Plus zamówione trzy super kursy fotografii (plus super puste konto w banku po tych fotograficznych zakupach!).
Nie wiem dlaczego, ale ostatnio jakoś zeszło ze mnie ciśnienie i już nie myslę przede wszystkim o dziecku. Zrobiliśmy co można było zrobić i teraz co ma być to będzie.
Brzmi to trochę jak zaburzenia dwubiegunowe ale ostatnio czuję się tak jakoś zwyczajnie szczęśliwa. Chce mi się wstawać rano. Mam energię na zajmowanie się fotografią, na planowanie rozwoju mojej małej firmy i cieszenie się nią. Nagle zauważyłam, jak pięknie kwitną i pachną drzewa  na naszej ulicy. Fakt, nie mam dziecka (a bardzo chciałabym mieć) ale mam za to mnóstwo innych fajnych rzeczy w życiu. I w najbliższym czasie będę się nimi cieszyć.
A poniżej dwa zdjęcia z mojej ostatniej sesji. Co o nich sądzicie? (Konstruktywna krytyka jak najbardziej pożądana!)


Thursday, 17 May 2012

Zmiany?

Chyba szykuje nam się zmiana planow.
Wszystko bylo juz ustalone – pierwsza wizyta w Bocianie za dwa tygodnie i potem IVF w sierpniu.
Wczoraj poszlismy na wizyte do tutejszego szpitala, aby wpisac sie na liste oczekujacych na in vitro. Czas oczekiwania miał być ponad rok wiec traktowaliśmy to jako plan B, gdyby Bocian się nie spisał. Tymczasem zaproponowano nam termin listopadowy! I chyba z niego skorzystamy.
Z jednej strony Bocian wydaje się mieć lepsze wyniki (na swojej stronie podają informację o skuteczności 47%; tutejszy szpital ma średnią 31% ale jeśli wszystkie badania są w miare ok to jest to jakieś 31-40%). Bocian jest też prywatny więc opieka byłaby na pewno bardziej zindywydualizowana i ludzka. (Ten szpital tutaj to państwowy moloch. Nasza wizyta miała format: wywiad ogólny,  ściągamy majtki, zakładamy majtki, badania krwi; do domu.) Nie wiem też dokładnie jak wyglada cała procedura leczenia tutaj, czy tak samo dokładnie monitorują hormony, czy możliwe jest assisted hatching itp. Mam nadzieję że dowiemy się czegoś na kolejnej wizycie w lipcu. No i czas oczekiwania byłby o 3 miesiace dłuższy niż w Polsce...
Z drugiej strony leczenie tutaj jest darmowe (tzn. jedno podejśce – mrożenie zarodków i kriotransfery już nie), dojazd zdecydowanie łatwiejszy, plus jeśli teraz zrezygnujemy to nie wiem czy łatwo byłoby nam znowu, za jakis czas, dostać sie na listę.
Jak myslicie – co powinniśmy zrobić?

Wednesday, 9 May 2012

Kariotyp

46, xx, apparently normal female chromosome complement and banding pattern.

Ladies and gentlemen, to chyba znaczy że jest hope!

Thursday, 19 April 2012

Wednesday, 18 April 2012

Kariotyp

Zrobilam test kariotypu (chlop mie bo juz dwojke dzieci splodzil wiec z nim wszystko ok).
I czekam...
Po jakichs trzech miesiacach wyplynelam na powierzchnie. Dopiero w ostatnim tygodniu, kiedy poczulam sie lepiej (ze moze zycie ma jednak jakis sens) uswiadomilam sobie jak bardzo hormony daly mi w kosc. W kwestionariuszu depresji na wszystkie pytania odpowiedz brzmiala tak. Chlop to juz w ogole nie wiedzial co ze mna robic. Ja sama tez nie. Taki kompletny dol z ktorego nie widzi sie wyjscia.

A teraz w koncu wylazlo slonce.
Na okolocznosc postanowilam odswiezyc swoj look i dodac akcent optymistyczny. Kupilam sobie razaco niebieskie okulary. Kolezanka, ktora wzielam ze soba do sklepu w celu konsultacji stylistycznej zapewnila ze efekt koncowy jest raczej w strone fashion statement a nie przedszkolaka.
Za okulary dalam jedna trzecia pensji ale po dziesieciu latach w tych samych oprawkach stwierdzilam ze mi sie nalezy.

W kwestii produkcji potomstwa mamy zastoj. Nie moglam podejsc w tym miesiacu do czwartego (ostatniego) iui bo wychodowalam sobie trzy dorodne (i bolesne!) cysty na moich przemeczonych jajnikach. Wiec w kwietniu daje im odsapnac.
W czerwcu lecimy do Bociana (to tak troche jak z tym Mahometem i gora :)) i jak dobrze pojdzie ivf w sierpniu.

Wednesday, 28 March 2012

Dupa blada

Chyba sobie Dam spokoj i kupie kota

Tuesday, 27 March 2012

Dreszczyk emocji

Jutro ide na betę. Zastrajkowałam przeciwko testom sikanym.
Z kilku powodów:
 - wykończę się (i hazbenda) jeśli jeszcze przez kolejne dni będę musiała sledzić nieistniejące symptomy.
- jesli doszło do zapłodnienia ale alien sie nie zagnieździł to podwyższony pozion HCG powinien mnie o tym poinformować (przypuszczam że tu może tkwić nasz problem)
- nawet jeśli szybko dojdzie do poronienia to pozytywny wynik uprawni mnie do szeregu badań w celu wyjaśnienia przyczyn poronienia (jako że byłoby to już trzecie).

Testuję pomimo iż mój cyckobarometr mówi mi że najprawdopodobniej wyszło jak zawsze.
Szkoda tylko że za tę przyjemność muszę zapłacić 20 razy więcej niż zapłaciłam w laboratorium w Polsce!

Friday, 23 March 2012

Jak zwał tak zwał?

W Polsce, z tego co sobie wygooglowałam, mamy kliniki niepłodności.
W UK nazywa sie je klinikami płodności (fertility clinic).

Wersja brytyjska jest jednak bardziej optymistyczna.

Thursday, 22 March 2012

Co dalej?

Zaczęłam opracowywanie planu B (częściowo żeby przestać myśleć o ostatnim IUI - wyszło? nie wyszło?)
Kolejną opcją będzie IVF. Chciałabym spróbowaćjak najszybciej, zanim mi się jajeczka kompletnie zestarzeją - do magicznej granicy 35 lat już blisko...

Na tutejszy NFZ przysłyguje nam jedno darmowe podejście ale niestety czas oczekiwania jest długi. I nie do końca jestem przekonana co do jakości państwowej opieki (ten szpital gdzie dostaliśmy skierowanie nie ma najlepszej opinii). Chyba więc będziemy próbować na własną rękę.

Albo w Polsce - zastanawiam się nad Bocianem (Aneta - może się spotkamy na sąsiednich łóżkach? :-)) albo tu w UK.

Co prawda w UK, zwłaszcza w Londynie, ceny są powalające ale istnieją programy oferujące darmowe IVF w zamian za podzielenie sie swoimi jajeczkiami. I jeśli ktoś chce zostać dawcą to cała procedura przeprowadzana jest bardzo szybko.

Poza argumentem finansowym podoba mi się to że mogłabym pomóc w posiadaniu dziecka komuś, kto inaczej nie miałby takiej szansy. (Jeśli oczywiście te moje jajka okażą sie do czegokolwiek przydatne.)

Nie wiem jak jest w Polsce ale tutaj kilka lat temu zmieniło się prawo i teraz po osiągnieciu 18 rokużycia dziecko poczęte z jajeczka dawczyni ma prawo poznać jej tożsamość. Więc teoretycznie kobiety, które sie na to zdecydują, mogą oczekiwać że za dwadzieścia lat stanie im na progu nieznany, genetycznie spokrewniony młody człowiek...

Mnie to osobiście jakoś nie przeraża, raczej intryguje... A co wy o tym myślicie? Aneta - czy mi się wydaje czy ty brałaś udział w tego rodzaju programie? Jak to jest w Polsce rozwiazane?